Podobno, aby się odbić, trzeba sięgnąć dna. Rok temu odkryłam, ile prawdy jest w tym popularnym stwierdzeniu. Kiedy zmarła jedna z najbliższych mi osób, rozsypałam się całkowicie. Uświadomiłam sobie, że mimo iż, przez lata wisiałam na krawędzi, to dopiero teraz zabrakło mi sił, aby dalej się na niej utrzymać. Dopiero kiedy z niej zleciałam, gdy miałam wrażenie, że już jest za późno, aby cokolwiek odkręcić, udało mi się wykonać pierwszy krok ku nowemu.
Ale zacznijmy od początku...
Wyobraźcie sobie korytarz szkolny, jest głośno, wszędzie szaleją dzieciaki.
W jednym miejscu jest wyjątkowo głośno. Na tyle głośno, że wszystkie inne dzieci co jakiś czas zerkają w to miejsce. Miejsce, z którego dobiega wyjątkowo głośny, dźwięczący w uszach śmiech.
Chodźmy w to miejsce, kogoś wam pokażę.
Chodźmy w to miejsce, kogoś wam pokażę.
Widzicie tę dziewczynę? Trudno jej nie zauważyć. Cały czas się śmieje, jest wulkanem energii, wokół którego gromadzą się ludzie. Czy to rozmowy typowo dziewczęce, czy szaleństwa gimnazjalnych kolegów. Ona doskonale się w tym odnajduje. Zamiast obrażać się na kolegę, który oblał ją wodą, sama pobiegła do łazienki napełnić butelkę. Później goniła go przez całe boisko, żeby się zemścić. Na końcu wybuchła zaraźliwym śmiechem, kiedy najgroźniejsza w szkole nauczycielka zapytała z rozbawieniem czy już wyschła.
Przenieśmy się parę lat w przyszłość...
Praca
Jesteśmy w biurze jednej z warszawskich korporacji. Widzicie tamten kąt? Siedzi tam jeden zespół. Pozornie taki jak wszystkie inne, jednak czymś się wyróżnia. Jest tam nieustanny hałas, ciągle prowadzone są rozmowy. W tym zespole jest też tamta dziewczyna. Pamiętacie ją ze szkoły? Jest w centrum każdej rozmowy, często się śmieje, dużo żartuje i cały czas mówi.
Myślicie: dusza towarzystwa!
Myślicie: dusza towarzystwa!
Wybija godzina końca pracy. Żegna się z ze swoim zespołem, na pożegnanie mówi jeszcze coś złośliwego do swojego kolegi. Razem wybuchają śmiechem.
Dziewczyna wychodzi z biura, wsiada do autobusu. Będzie w domu o 18, więc ma dzisiaj jeszcze dużo czasu, aby zająć się różnymi sprawami....
...nie zajmie się.
Zdejmie maskę, bo już dłużej nie jest w stanie się pod nią ukrywać.
Od wczesnych lat szkolnych przejawiałam skłonność do autoagresji. Zazwyczaj objawiało się w tak banalny sposób jak bicie się linijką po rękach, obrażanie słowne. Z czasem w ruch poszły bardziej ostre narzędzia i brak jakiegokolwiek szacunku do samej siebie.
Nienawidziłam luster, każde wyjście z domu kończyło się porównywaniem z innymi i wpadaniem w coraz większego doła. Czułam się gruba, brzydka, niechciana. W internecie przeglądałam zdjęcia anorektyczek, marząc o tym, że któregoś dnia będę wyglądać tak jak one. Miałam świadomość, że to okrutna choroba, ale tłumaczyłam sobie, że dzięki temu umarłabym piękna. Bo tak, chyba chciałam wtedy umrzeć. A jednocześnie chciałam żyć, ale nie wiedziałam już w jaki sposób.
Budziłam się rano z jedynym celem, aby przetrwać ten dzień i iść znowu spać. Bo sen to trochę jakby taka mała śmierć. Nic nie czujesz, nie jesteś świadomy. Jakby cię nie było. Ale tutaj też nie było idealnie. Często budziłam się w nocy, a demony, które mnie w tym czasie nawiedzały, zaczęły sprawiać, że sen często stawał się równie przerażający jak jawa.
Budziłam się rano z jedynym celem, aby przetrwać ten dzień i iść znowu spać. Bo sen to trochę jakby taka mała śmierć. Nic nie czujesz, nie jesteś świadomy. Jakby cię nie było. Ale tutaj też nie było idealnie. Często budziłam się w nocy, a demony, które mnie w tym czasie nawiedzały, zaczęły sprawiać, że sen często stawał się równie przerażający jak jawa.
Po powrocie z pracy czekałam na nadejście nocy, aby uciszyć galopujące myśli.
Potrafiłam całymi wieczorami siedzieć na fotelu i patrzeć w przestrzeń. Walcząc z demonami, które skrywaly się w mojej głowie. Z każdym złem, które wchłonęła moja maska w ciągu całego dnia. Przed oczami przewijają jej się różne, pozornie, nieznaczące sprawy z całego dnia, tygodnia, a nawet życia. A potem rosły w niekontrolowany sposób napędzane tymi galopującymi myślami.
Może czasem musiałam na chwilę założyć maskę, aby zrobić sobie uśmiechnięte selfie na Instagram.
A potem wracałam do takiego stanu i czekałam, aż czas sam upłynie..
Całe życie w masce
Można powiedzieć, że noszenie maseczki to dla mnie nic nowego. Bo przez lata konsekwentnie nosiłam maskę, która ukrywała moje uczucia.
Teraz się zastanów: ile możesz znać osób takich jak ja? Osób, które noszą na co dzień maski, ukrywające ich problemy przed całym światem. Osób, które są chore, ale nie dopuszczają do tego siebie, nie chcą też pokazać tego innym.
Stereotypy są bardzo krzywdzące dla osób, które mają depresję tego typu. Większość ludzi uzna, że przesadzają lub chcą na siebie zwrócić uwagę (true story). I one same zaczynają wierzyć w to, że skoro wychodzą z domu, nie płaczą cały czas, a za to dużo się śmieją i żartują, to przecież nie mogą mieć depresji.
Wiele takich osób nie doczekało diagnozy. Tym osobom znacznie trudniej jest zdjąć maskę i przyznać przed całym światem, że potrzebują pomocy. Niedawno mówił o tym Szymon Majewski, z podobną sytuacją zmagał się Robin Williams, którego depresja doprowadziła do samobójstwa.
Teraz po latach terapii i roku zażywania antydepresantów mogę w końcu zobaczyć świat takim, jaki jest. Wygląda to inaczej, niż się spodziewałam, ale przestałam się przejmować wszystkim, co mnie dotyczy, daję sobie szansę na odrobinę luzu i spokoju. Zrozumiałam, dlaczego nigdy nie stanę się taka, jak osoby, które niegdyś obrałam sobie za wzór. Dotarło do mnie, że niezależnie jak długo będę się starać, to nigdy nie zostanę kimś innym, a jedynie nędzną kopią. Jedyną osobą, jaką mogę być, jestem ja sama i mogę być jedynie najlepszą wersją samej siebie, nigdy kimś innym.
Nie bójcie się psychologa, nie bójcie się psychiatry, ani leków. Służą one do tego, aby rozwiać chmury, które nagromadziły się w naszych głowach i pomagają zauważyć siebie i świat takimi, jakimi są, a nie poprzez ciemne, burzowe chmury.
Dzisiaj
Czy jestem już zdrowa? Nie. Wiem, że przede mną jeszcze długa droga, ale wiem już, jaki jest jej cel i, że jestem w stanie to osiągnąć. Zrozumiałam, że jako osoba wysoko wrażliwa, nigdy nie będę funkcjonować jak inni. Teraz muszę tylko docenić zalety bycia kimś odrobinę innym od większości społeczeństwa, odkryć swoje mocne strony i przewagę, którą daje mi to, kim jestem.
Czy wracam na stałe do pisania bloga? Nie wiem, czas pokaże. Nie wiem też, co tutaj się pojawi w przyszłości. Nie zamierzam się do niczego zmuszać, niczego nie będę obiecywać. Chcę robić to, co w danym momencie wydaje mi się najlepsze dla mnie samej.

<3
OdpowiedzUsuń